Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 955 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Rejtana nam brak

piątek, 22 kwietnia 2011 8:48

Od dłuższego już czasu unikam w polskich mediach programów z udziałem kilku polityków, szczególnie PiSu,  takich „debat”, polegających na okładaniu się cepami, podsycanych przez dziennikarzy, gdzie nie nie chodzi o sprawy ważne, ale o to, kto komu mocniej dołoży. Takim programem jest „Kawa na ławę” Bogdana Rymanowskiego, w TVN24, czy „Fullkontakt” w radiu TOK FM. Dziś jednak, z nadmiaru wolnego czasu, zajrzałem rankiem na stronę Radia Zet, a tam emitowany był program Moniki Olejnik „7. Dzień Tygodnia” – takie „radio z lufcikiem”, gdzie nie tylko można posłuchać, ale i obejrzeć dyskutantów. Przyponiała mi się historia z wyjściem imć pana Mariusza Błaszczaka z studia.  Jak to było,  kilkunastu minutach nawalanki polityków, jeden z nich, przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, Mariusz Błaszczak, wygłosił płomienne przesłanie do słuchaczy radia, prawie rozdarł koszule jak Rejtan i wyszedł ze studia, niczym swego czasu Aleksandra Jakubowska z „Wiadomości” TVP, tyle, że bez torebki…

O co poszło? Otóż Mariusz Błaszczak uważa, że w programie Moniki Olejnik jest sekowany, poddawany permanentnemu atakowi i traktowany niezgodnie z zasadami dziennikarskiego obiektywizmu. I proszę sobie wyobrazić, że Błaszczak ma tu rację, ponieważ program Olejnik jest modelowym przykładem dziennikarstwa, eufemistycznie to określając, zaczepnego i konfrontacyjnego, a poseł PiS nadaje się do manipulowania, jak mało kto. To antytalent medialny, tam gdzie trzeba błysnąć ripostą, on nudzi, gdzie trzeba skontrować, on milczy. Nie jest jednak to problemem Moniki Olejnik, że Błaszczak zajmuje w swojej partii miejsce, które wymaga zręczności medialnej i podstaw erudycji, których mu brak, a także nie jest winą dziennikarki, że pierwszy przyboczny Jarosława Kaczyńskiego, jego usta i translacje, wiedząc, że wszyscy pozostali uczestniczy spotkania będą kontra jego formacja, przyjmuje zaproszenia do autorskiego, a więc niekoniecznie obiektywnego programu w Radiu Zet.

Sprawa ma jednak drugie dno. Otóż dokładnie tydzień temu znany pro-pisowski portal redaktora Michała Karnowskiego, w Polityce.pl, stanął w obronie Mariusza Błaszczaka, po podobnie ostrym, niedzielnym programie. Dziś, po opuszczeniu programu przez posła PiS, na tym samym portalu, już w godzinę później, ukazały się dwa listy, jakie Błaszczak zamierza przesłać ze skargą na Monikę Olejnik i jej styl prowadzenia programu. Dwa, dopracowane i dość długie – pierwszy do Magdaleny Bajer, szefowej Rady Etyki Mediów, drugi do spółki Eurozet, właściciela Radia Zet i do redaktora naczelnego rozgłośni. Oba pełne oburzenia, ale wycyzelowane i bynajmniej nie emocjonalne. Dodatkowo, Andrzej Halicki, poseł PO i uczestnik feralnej audycji, wyjawił, że Błaszczak sprawiał od samego początku wrażenie, że chce opuścić rozgłośnię, z hukiem zamykanych drzwi, i szukał tylko do tego pretekstu.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości kilka dni temu odniósł się do mediów i nierównego traktowania przez nie polityków, w tym właśnie tych z opozycji, w związku z tym dzisiejsza sytuacja była dla niego wymarzona. Szkoda tylko, że sztucznie wywołana. Po okolicznościach i czasie od momentu wyjścia Błaszczaka ze studia, do ogłoszenia listów, jakie zamierza wysłać, widać, że to zaplanowana akcja, tylko, że nieudolnie przeprowadzona.

Ale to nie koniec jeszcze smaczków tej sprawy. Otóż w obronie standardów dziennikarskich (a przeciwko Monice Olejnik) wypowiedziała się ikona dziennikarstwa radiowego i działaczka opozycji, Janina Jankowska, zamieszczając na swoim blogu w Salonie24 emocjonalny wpis. Pani redaktor Jankowska poucza Monikę Olejnik, jak ma prowadzić i moderować dyskusję. Robi to z pozycji autorytetu, o nieposzlakowanej opinii.

Szkoda jednak, że zapomina, jak ona sama, jako szefowa Rady Programowej TVP identyfikowała się z jedną opcją polityczną, witając pisowskiego nominanta na stanowisko prezesa, Bogusława Szwedo kwiatami w recepcji budynku na Woronicza. Inną skazą na sukni moralnej ikony polskiego dziennikarstwa jest czas, kiedy za czasów Krzysztofa Czabańskiego (o dziwo, też z PiS…) pełniła rolę szefowej komisji etyki Polskiego Radia, gdzie z jednej strony broniła dziennikarzy zwalnianych przez Jerzego Targalskiego, z drugiej strony była (za pieniążki, a jakże), doradcą zarządu Polskiego Radia ds. restrukturyzacji. Oczywiście, jej koledzy z komisji nie wiedzieli o tym, więc ich podejrzenia o „kolaborację” były chyba zrozumiałe…

Mariusz Błaszczak dzisiejszym wyjściem z programu nic nie załatwił, niczego nie osiągnął, tylko się ośmieszył,podobnie jak jego obrońcy. Listy, jakie wystosował, to klasyczne pisanie na Berdyczów, choć zapewne p. Magdalena Bajer skorzysta z okazji, aby znów zaistnieć. Rada Etyki Mediów ma zerowe znaczenie, a jeszcze mniejsze poważanie w środowisku dziennikarskim. A pismo do wydawców programu Moniki Olejnik zostanie odebrane jako próba politycznego nacisku na media. Prawo i Sprawiedliwość nie lubi mediów (poza tymi im sprzyjającymi) i nie radzi sobie z nimi. A do tego „spontaniczna” akcja Mariusza Błaszczaka była zrobiona na żenującym poziomie…

Ciekaw jestem reperkusji tego zdarzenia, bo mineło już parę tygodni, a mianowicie chodzi mi o to czy posłowie Prawa i Sprawiedliwości zbojkotują całkowicie programy, których gospodarzem jest Pani Monika a wybory za pasem,  czy będzie to tylko decyzja samego posła, czy może linia całej partii w myśl zasadny „Jeden za wszystkich wszyscy za jednego” i jeszcze jak długo ona będzie trwała bo jestem przekonany, że długoterminowe obrażanie się na wybrane media nie jest po prostu w interesie żadnej partii.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Świat wspólczesny

niedziela, 10 kwietnia 2011 16:30

We współczesnym świecie mediow, w ktorym dominuja obrazy czesto tworzace imanentna, autonomiczna sile mozemy tylko pozornie lub w ograniczony sposob poruszac sie w kierunku realnych obszarow. Świat medialny dostarcza nam bowiem obrazy z zewnatrz, prawdziwa papkę medialną, co z kolei redukuje naszą zdolnosc do ich wewnetrzenego tworzenia. Obrazy te traktujemy po niejakim czasie jako własne, mimo ze sa one faktycznie czescia swiata fikcji opracowenego przez ludzi z PR. Poruszajac sie z trudem w takiej dla nas nowej estetycznej rzeczywistości nie jestesmy w stanie odrożnić jej od prawdy oraz sztuki. Krótko mowiac żyjemy w świecie, w ktorym złudzenie staje sie rzeczywistoscia i odwrotnie. Oba zjawiska walcza o poszerzenie swojego semiotycznego obszaru, co oczywiscie powoduje spłycenie obszaru naszej percepcji. W ten sposob tworzy sie miejsce na obszary, w ktorych dominuje fatum. Ono poniekad opisuje i tlumaczy spora czesc naszej rzeczywistosci. Kierujac sie racjonalnoscia probujemy oczywiscie hamowac ograniczanie wolnosci rozumu. Rugujemy przy tym emocje towarzyszace naszej percepcji. Kwestia otwarta jest jednak czy i jak sie nam to udaje. Konfrontowani jestesmy bowiem na codzien ze zjawiskami przypadkoymi, mniej lub bardziej „szczesliwymi“, ktore wywoluja napiecie, leki potegujace nasza slabość. Wobec tego postulujemy chętnie racjonalnosc, samoopanowanie jako centralne i w miare stale obiekty naszej etyki czy estetyki. To towarzyszy nam od starożytnosci i przydaje sie oczywiscie w sytuacjach kryzysowych. Wspolczesna antropologia nie widzi juz sprzecznosci w dualizmie zmyslowosci, rozumu oraz ciala. I tak zachowujemy sie od tysiacy lat, gdy boski swiat traci swoja sile i znaczenie. Nierozwiazywalny problem chrzescijanskiej wolnosci woli i niezbednego pragmatyzmu nie otwiera nam jednak drogi poza nasza rzeczywistosc. Dlaczego godzimy sie na obecnosc fatum w naszym zyciu, jako czesc boskiego planu. Wydaje mi sie, ze fatum ulatwia nam zaakceptowanie stanu obecnego i nieznanego stanu przyszlego. Jednak jedynym powaznym kryterium, ktorym mozemy sie poslugiwac jest przeszlosc. Czerpiac wiedze z przeszlosci mozemy minimalizowac stale konflikty wynikajace z powyzej opisanego dualizmu i ksztaltowac obecna rzeczywistosc, wbrew lekowi, kryzysowi i grozacej, badz obecnej katastrofie. Zdajemy sobie oczywiscie rowniez sprawe z tego, ze swiat, w ktorym przyszlo nam zyc nie jest z gory opisany, ze bardzo wiele zalezy li tylko od nas samych. Dlaczego wiec godzimy sie jednoczesnie na obecnosc „nadbytu“ w naszym bycie. Dlaczego byt jest mniej wazny od bycia? Wiemy bowiem, ze nie ma znaku rownosci miedzy fatum jako sily boskiej i sila rozumu. Dlatego pytamy sie permenentnie czy nie jestesmy w stanie uniknac naszego losu oraz czy nie mamy wplywu na nasza przyszlosc. Nie jestesmy jednak w stanie okreslić na ile kierujac naszym losem zmieniamy losowo nasza przyszlosc, pamietajac przy tym, ze bez przeszlosci nie ma przyszlosci. Niezależnie od tego czy wierzymy w nasza boskosc i boskosc otaczajacego nas swiata jestesmy czesto w stanie go zmieniac. Jesli wiara jest wyzsza forma wiedzy, to mamy ulatwione zadanie w kazdej konfrontacji z silami nam niesprzyjajacymi. Jesli natomiast wiedza jest kolejna forma wiary, to nie pozostaje nam nic innego, jak pogodzic sie z przeszloscia, terazniejszoscia i oczekujaca nas przyszloscia. Owa droga powoduje jednak totalna inercje. Inercja z kolei hamuje postep. Otwarte pozostaje pytanie, jak my ow postep zdefiniujemy, na jaki postep sie godzimy, jaki odrzucamy. Owe kwestie czynia nas jednak suwerenem wlasnego losu, mimo wielu zmiennych w naszym zyciu. Nie ma wiec zadnego sensu powolywanie sie na teologiczne opisy apokalipsy, mimo pociagajacej ezoterycznej sily obu testamentow. Z drugiej strony wspolczesna teologia uczy nas, ze rozsadne postrzeganie swiata nie wypelni naszych tesknot za konformistycznymi rozwiazaniami. Jednoczesnie sami zauwazamy, ze brak jasnosci w etyce i polityce prowadzi prosto do dualistycznych , czesto ze soba sprzecznych poczynan. Siła nadzieji pomaga nam bowiem kreowac nowe obrazy pelne fikcji lub oczekiwan niemozliwych do spelnienia. W ten sposob tworzymy dwie rozne frakcje spoleczne No Future in Future now. Gdy chetnie mowimy o polityce historycznej, zapominamy czesto o filozofii historycznej oraz o wynikajacej z takiego postrzegania naszego czasu i przestrzenii, etyki. Do tego dochodza kategorie jak poczatek i koniec, ktore uzupelniaja poniekąd nasza wielowymiarowa racjonalność oraz nasze wielowymiarowe myślenie. Negujemy wobec tego z cala slusznoscia prawde absolutna oraz poruszamy sie miedzy manipulacja a wyobraznia, przez co pozbawiamy sie elementow stalych lub mozliwych do ustalenia. Wybieramy sobie dowolnie, w zaleznosci od sytuacji, punkty okreslajace granice naszej prawdy. Niezależnie od tego cechuje nas nadal postepowy optymizm, graniczący niemal z sacrum.


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  48 087  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Blog o tym o czym wszyscy wiedzą, ale boją sie mówić a czasami nawet myśleć, trochę inne spojrzenie na niektore rzeczy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 48087

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl